Pisałam na Facebook że SIMPLICITE organizuje ponownie 21 dniowe Wyzwanie Minimalistki. Zgłosiłam się i ja;) Temat minimalizmu od jakiegoś czasu jest mi bardzo bliski.
Mimo że cała akcja już troszkę trwa to może i ktoś z Was jeszcze będzie chciał się przyłączyć bo każdy powód do tego aby odgruzować naszą przesuszeń jest dobry więc czemu nie;)
Poniżej jest lista którą każdy uczestnik powinien wypełnić według własnego uznania i przez 21 dni wykonujemy jedno z tych zadań.
U mnie do tej pory zostało zrobione:
wyczyszczona i posortowana skrzynka mailowa
posortowane i posegregowane foldery ze zdjęciami
porządek w torebce i portfelu
przebrane ubrania młodszego syna
Przede mną jeszcze sporo ale to już coś a że bardzo lubię mieć to uczucie kiedy posiadam tylko niezbędne rzeczy to jestem wniebowzięta ;)
Moje postępy możecie śledzić na bieżąco na FACEBOOK -u
Liczę że w naszym blogowym kręgu znajdzie się więcej minimalistek a właściwie to racjonalistek bo konsumpcjonizm już jest "mało modny" :)
Początek był bardzo desperacki. Na kontrolnych badaniach lekarz stwierdził u mnie poważną chorobę i zalecił natychmiastową operację. Słowa te dźwięczą mi do dziś w głowie... Pojawiły się żale i pytania do siebie, Boga, świata jak to możliwe? Nie palę, odżywiamy się normalnie bo gotuję obiady w domu, badam się systematycznie, mój system odpornościowy jest ok bo nigdy nie choruję. NIGDY! Do tego momentu.
Po przyjściu do domu zaczęłam szukać informacji u Doktora Googla skąd to i jakie są rokowania. I wtedy pojawiła się myśl że się nie dam tak łatwo i spróbuje różnych innych sposobów leczenia. Wywalczyłam u Pani doktor miesiąc czasu, w międzyczasie poszłam jeszcze na konsultację do innego lekarza który potwierdził diagnozę a potem zaczęłam zmieniać życie dzień po dniu;)
Na pierwszy ogień poszło mięso - odstawiłam je zupełnie. Potem cukier, biała mąka i ograniczyłam sól a co najważniejsze odstawiłam kawę gdzie byłam od niej uzależniona całkowicie tak jak i od cukru. Zaczęłam pić soki świeżo wyciskane z warzyw do 8 szklanek dziennie. Masę sałatek, orzechów, kasz i owoców.
Szukając nowych przepisów docierałam do różnych informacji na temat jedzenia jak jest trute, na temat szczepionek, antybiotyków i innych strasznych rzeczy które nam robi przemysł spożywczy.
Naukowo jest już udowodnione że takie jedzenie powoduje wiele chorób również tych śmiertelnych.
Trafiłam też na film ZIEMIANIE który mną wstrząsnął i już nie tylko ze względów zdrowotnych nie chciałam jeść mięsa ale również ze względów moralnych. Uważam że to co jemy jest naszym wyborem ale tylko pod warunkiem że znamy cała prawdę a nie tylko to co widzimy w reklamach. Zawsze wiedziałam że zwierzęta nie są poprzez zagłaskanie zabijane w rzeźniach ale uciekałam od tych tematów bo to przecież takie straszne... a potem szłam robić kurczaka na obiad -cóż za hipokryzja.
Potem już poszło jak lawina. Moja rodzina mi się przyglądała i myślała że to przejdzie i jest to strach przed chorobą. Aż nadszedł dzień wizyty u lekarza. Wyniki były zupełnie inne. Parametry morfologii miałam książkowe. Markery nowotworowe się unormowały a operacja okazała się być małym zabiegiem. Lekarka powiedziała że nie wiem co Pani robi ale niech robi to Pani nadal;)
W tym momencie przekonała się też moja rodzina do zmiany stylu życia.
Pierwsze pół roku byliśmy wegetarianami ale kiedy dowiedziałam się że krowy są sztucznie zapładniane żeby dawać mleko a potem dojone trzy razy dziennie i z wycieńczenia żyją od 3 do 6 lat a z ich obolałych wymion wraz z mlekiem jest ściągana też ropa to odrzuciliśmy też sery, mleko, masło i wszystkie produkty mleczne.
Od razu zaznaczę dla wszystkich osób którym tak jak mi wmówiono w dzieciństwie "Pij mleko będziesz wielki" TO BZDURA ! O wiele więcej białka jest np. w warzywach strączkowych i świetnie się wchłania ;)
Wiem że ten post jest bardzo osobisty i może nazbyt. Zastanawiałam się nad jego napisaniem kilka miesięcy i stwierdziłam że może to komuś pomoże tak jak mi pomogła zmiana diety, troszkę sportu bo to właśnie podczas choroby znalazłam siłę i motywację aby rozpocząć moją przygodę z bieganiem i to wtedy pobiegłam swój pierwszy bieg z okazji Dnia Kobiet ;) Zaczęłam też ćwiczyć jogę i uczyć jak wyciszać i koncentrować na tym co jest tu i teraz.
Pewnie pojawiają się pytania to co Wy jecie? ;)
Jemy zdrowo i prosto a kiedy chcę coś wyszukanego to korzystam z przepisów:
Bardzo Was ostatnio zaniedbałam i nie mam nic na swoje usprawiedliwienie ale zazwyczaj jest tak że gdy robi się ciepło to albo sporo wyjeżdżamy albo większość wolnego czasu spędzamy w ogrodzie, na rowerach lub nad jeziorem a tych u nas nie brakuje. Więc czasu na komputer jest mało... postaram się to troszkę nadrobić bo jestem Wam to winna. Dodam tylko że na bieżąco można mnie podglądać naINSTAGRAMIE ;)
Ostatnio szukałam inspiracji na Pinterest i znalazłam takie cudeńka ze skrzynek na jabłka może i Wam się spodoba pomysł na taki mebel;) Bo u nas nadal minimalizm i jest mi z tym bardzo dobrze;)
W sobotę miałam przyjemność gościć na spotkaniu blogerek wnętrzarskich BlogInTalk które zorganizowała Magda i Piotr z Blogi wnętrzarskie przy współpracy ze ŚNIEŻKĄ i ORENGE.
Wspaniale było się spotkać z pokrewnymi duszami, porozmawiać przy pysznych deserach i muzyce na żywo w Corona Coffee. Duża dawka pozytywnej energii i masa śmiechu daje uczucie że to co robimy ma sens ;)
Tematem przewodnim spotkania było "Etyka blogera" więc było o czym rozmawiać;)
A w spotkaniu uczestniczyły Karolina, Ania, Diana, Ania, Gosia, Karolina, Marta, Magda, Agnieszka i ja ;)
Witajcie Kochani;)
Chciałabym Was zainspirować do jazdy na rowerze ale nie tylko okazyjnie ale również troszkę odważniej i dalej. Ja wraz z moim M jako grupa ośmioosobowa ruszamy jutro rano na wycieczkę wzdłuż Dunaju którą chcemy właśnie odbyć na rowerach. Odcinek do przejechania w pięć dni to 584km.
Wyjeżdżamy autami do Passau w Niemczech, tam nocujemy a następnego dnia rano pociągiem wraz z rowerami jedziemy do Donaueschingen i tam rozpoczyna się już pedałowanie ;)
Codziennie w innym miejscu śpimy więc ilość rzeczy do zabrania jest ograniczona bo tylko tyle ile się zmieści na rowerach. Minimalizm się przyda jak nic;)
Jesteśmy już bardzo podekscytowani i gotowi do zmagań nawet jeśli czekają nas pot, ból i łzy...
Dodam tylko że jesteśmy amatorami i jeździmy na takie wyjazdy dwa razy w roku choć ten zdecydowanie ma najdłuższy odcinek. Od kiedy zaczęłam biegać uwielbiam pokonywać swoje ograniczenia bo ograniczenia mamy tylko w głowie!!! i z taką myślą Was zostawiam;) Na bieżąco nasze zmagania będzie można zobaczyć na moim Instagramie.
Zdjęcia pochodzą z internetu ale obiecuję przywieść zrobione własnym obiektywem ;)
A to już mój perszing który dostałam wczoraj od M ;) Miał być retro, biały, z koszyczkiem i skórzanym siodełkiem ... Ale usłyszałam że jak chcę jeździć po górach to ma być porządny sprzęt a retro dostanę innym razem;)
Trzymajcie kciuki i zachęcam Was do pedałowania bo tak chyba najwięcej można przeżyć i zobaczyć;)